czyli laik ogląda klasykę
Blog > Komentarze do wpisu
224. Asfaltowa Dżungla -miasto niczym pułapka
Lata 50 zaczynamy od filmu gangsterskiego. Po tej dekadzie sobie dużo obiecuję i początek jest całkiem niezły, choć nie pozbawiony wad. W filmie pojawia się cała plejada przeróżnych bandziorów mniejszych i większych, i co ciekawe praktycznie nie ma postaci pozytywnych.

Z więzienia wychodzi Doc Erwin Riedenschneider, legendarny złodziej, postać niezwykle szanowana w światku przestępczym. Doc ma plan na wielki skok, plan, który przygotował jeszcze zanim został zamknięty. Potrzebuje do niego ludzi i pieniędzy. Zdobywa i to i to. Napad się udaje i wszystko wygląda dobrze. Jednak nie wszyscy chcą grać zespołowo.

Fabuła jest bardzo typowa dla reżyserującego film Johna Hustona. Większość jego filmów jest o tym samym. Mamy grupę ludzi, którzy wspólnie podejmują się przedsięwzięcia. Następnie wszystko szlag trafia, gdy ci kłócą się między sobą. Problemem zawsze okazuje się chciwość. Tak samo jest i teraz. Ale w sumie czego innego można się spodziewać. Mamy przecież grupę kompletnie pozbawionych skrupułów i moralności przestępców i naprawdę dużą kasę. A do tego mnóstwo sposobności na wykiwanie towarzyszy.

A jednak pomimo całkiem niezłego scenariusza i reżyserii nie oglądało mi się tego filmu tak dobrze jak kilka wcześniejszych filmów gangsterskich. I wiem, gdzie leży problem. Otóż w Asfaltowej Dżungli naprawdę mamy plejadę odrażających typów. Bardzo różnych, ale łączy ich to, że raczej nie są sympatyczni. Nie polubiłem żadnego bohatera na tyle, żeby w ogóle interesować się jego dalszym losem. Nie kibicowałem nikomu i z nikim się nie utożsamiałem. A jak do tego dodać jednak przewidywalność scenariusza to zaczyna trochę wiać nudą. Właściwie dość szybko widz zdaje sobie sprawę jak to się skończy. Źli zostaną wyłapani a ich napad okaże się klapą. A mi jako widzowi było trochę wszystko jedno czy ich złapią czy nie.

Porównując film do Skarbu Sierra Madre, który wbrew pozorom jest bardzo podobny wychodzi, że w Asfaltowej Dżungli postacie są jakieś takie płaskie. Może jest to zasługa aktorów. W starszym dziele Houstona mieliśmy genialne kreacje Bogarta i Waltera Hustona. Tutaj nie mamy aż tak pamiętnych ról.

Ale, żeby mnie nikt źle nie zrozumiał. Nie twierdzę, że jest to zły film. Wręcz przeciwnie. Całkiem niezłe gangsterskie kino. Brak mu jednak takiego błysku, który był w kilku wcześniejszych. Dobry film, ale nie genialny. Ciekawym smaczkiem może być drugoplanowa rola Marilyn Monroe (pierwsza jej rola mówiona podobno). Pojawia się na ekranie tylko w dwóch scenach, ale zawsze coś. Tak fajnie symbolicznie się zrobiło. Pierwszy film w latach 50 i pierwsza mówiona rola Monroe, która stanie się ikoną kina lat 50.

Asfaltowa Dżungla (The Asphalt Jungle), 1950 Reżyseria: John Huston Producent: Arthur Hornblow Jr. Scenariusz: W.R. Burnett, Ben Maddow, John Huston na podstawie powieści W. R. Burnetta

Do ściągnięcia:

http://rapidshare.com/files/159714835/Asplt.Jgl.part1.rar
http://rapidshare.com/files/159729023/Asplt.Jgl.part2.rar
http://rapidshare.com/files/159742325/Asplt.Jgl.part3.rar
http://rapidshare.com/files/159749788/Asplt.Jgl.part4.rar

poniedziałek, 17 października 2011, gumpiarz99

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2011/10/17 13:26:07
Ciekawe bo ja Asfaltową Dżunglę uwielbiam - może właśnie dlatego, że bohaterowie nie są szczególnie sympatyczni. W każdym razie ten film a zwłaszcza jego zakończenie robiły na mnie wrażenie.
-
2011/10/17 13:58:49
Powiem tak: rozumiem czemu można ten film uwielbiać. Zakończenie jest faktycznie bardzo dobre w porównaniu do wielu innych filmów noir z zepsutym dodanym na siłę happy endem.Tutaj mamy pewną liryczność i melancholię w zakończeniu i to nie tylko w scenach poza miastem.

Ja pozostanę jednak na swoim stanowisku. Dobry film i tego mu nie można odmówić, ale do listy ulubionych go nie dodam, chociaż Marilyn Monroe wygląda bardzo smakowicie.
-
2011/10/17 15:07:15
"Skarbu Sierra Madre" nie widziałem, ale uważam, że "Asfaltowa dżungla" to jeden z najlepszych filmów Johna Hustona. Bardziej mi się podobał niż "Sokół maltański" oraz "Key Largo". W "Asfaltowej dżungli" Huston przypomina widzom, że gangster to też człowiek - posiada rodzinę, przyjaciół i marzenia. "Asfaltowa dżungla" to precyzyjnie skonstruowany film gangsterski ze świetnie zrealizowaną sceną napadu. To także wciągający thriller w poetyce kina noir, chociaż w końcówce spada napięcie i czuć rozczarowanie banalnym przesłaniem, że zbrodnia nie popłaca. Ale to raczej wina cenzury i obowiązującego wówczas kodeksu Haysa, które spowodowały, że scenarzysta nie miał żadnego wyboru, jeśli chodzi o zakończenie - wszyscy przestępcy musieli zostać schwytani lub zabici.

Nie gra w tym filmie Humphrey Bogart i dzięki temu nie ma tu jednoznacznie pozytywnej postaci, której możemy kibicować. Dla mnie jest to plus, moim zdaniem obsada nie zawiodła, z wyjątkiem Louisa Calherna, który wypadł bezbarwnie, ale np. Sterling Hayden i Sam Jaffe zagrali świetnie. Marilyn Monroe jak na taką małą rolę też wypadła całkiem nieźle.
-
2011/10/17 15:18:56
a no widzisz w Skarbie Sierra Madre gra Humphrey Bogart i jest jednoznacznie najbardziej negatywną postacią... Chciwość ma w piękny sposób wymalowana na twarzy. W ogóle Skarb... jest taki bardziej naturalistyczny. Emocje są bardzo żywe. W Asfaltowej dżungli wszystko jest jakoś tak bardziej stonowane.

A co do aktorów to akurat mam odwrotne spostrzeżenia. Sterling Hayden mi wyjątkowo niepodpasował. Do Calherna nie mam większych zastrzeżeń.