czyli laik ogląda klasykę
Blog > Komentarze do wpisu
Jedyne takie miasteczko
Wreszcie udało mi się osiągnąć cel jaki postawiłem sobie dawno, dawno temu i obejrzeć Miasteczko Twin Peaks wraz z filmem "Ogniu krocz za mną". Pomogła mi w tym kilkudniowa choroba, kiedy to znudzony leżałem w łóżku i z braku lepszej rozrywki oglądałem kolejne odcinki serialu Lyncha i Frosta.

Moja historia Twin Peaks jest długa i nieciekawa, ale i tak ją przytoczę. Pamiętam, że rodzice moi oglądali TP, gdy ja jeszcze dziecięciem byłem. Dziecięciem zbyt młodym, żeby móc delektować się tak brutalnym serialem. Jednak już wtedy wiedziałem , że jest to coś ważnego. Lata mijały, a ja o serialu prawie zapomniałem. Do czasu, gdy kiedyś to do jakiejś gazety dołączony był film "Ogniu krocz za mną". Z wypiekami na twarzy odpaliłem film i wpadłem w dziwny nastrój, który można opisać trzema słowami: What the fuck? Nic z filmu nie zrozumiałem. Zasłyszałem jednak, że film ów jest zrozumiały jedynie dla tych, którzy obejrzeli serial. Wtedy postanowiłem przeprowadzić podróż po Twin Peaks, jak tylko czas na to pozwoli. I w końcu pozwolił?

A teraz wrażenia. Po pierwsze - prawdą jest, że odcinki trzymają poziom do połowy drugiego i zarazem ostatniego sezonu. Gdzieś tak w momencie, kiedy prawdziwy morderca Laury Palmer zostaje złapany napięcie siada. Ostatni odcinek próbuje ratować gasnący serial, ale nie do końca to wychodzi. To już więcej klimatu ma "Ogniu krocz za mną", który był dla mnie miłym zaskoczeniem.

Ale pierwszy sezon i połowa drugiego to prawdziwy majstersztyk, niedościgniony ideał. Miałem wrażenie, że każda scena była dopracowana w najdrobniejszych szczegółach, od muzyki, przez pracę kamery, a także najdrobniejszy gest każdego aktora obecnego w scenie. Perfekcjonizm, który zbudował niepowtarzalny nastrój. A do tego olbrzymie bogactwo charakterystycznych postaci. I to bardzo ciekawych. Moją ulubienicą została bardzo szybko Audrey Horne. A ulubioną sceną niezapomniany taniec Audrey.

Druga sprawa. Nabrałem ochoty na odwiedzenie Stanów Zjednoczonych, ale nie Nowych Jorków czy San Francisco, ale właśnie tej leniwej prowincji. Zatrzymać się w miejscowym barze na kawę i placek z jagodami. I te lasy... Mimo że w Twin Peaks działy się rzeczy straszne i mieszkało niewyobrażalne zło, to ja jak agent specjalny Dale Cooper zaczynam zastanawiać się nad osiedleniem tam.

"Ogniu krocz za mną" fajnie uzupełnia serial. Minusem zdecydowanym jest zmiana aktorki grającej Donnę. Ta nowa jakoś bez wyrazu. I bardzo żałuje, że nie pojawiła się rodzina Hornów bo to były ważne postacie. Reszta raczej na plus. Ostatnie dni z życia Laury Palmer. Sporo to wyjaśniło (tym razem już zrozumiałem o co chodzi). Pojawia się nawet ciekawe nawiązanie do zakończenia serialu, gdy Laura widzi w łóżku zakrwawioną Annie. Ponoć Lynch planował nakręcenie trzech filmów zamykających wszystkie wątki z serialu. "Ogniu krocz za mną" był pierwszym, następne miały się już skupiać na wydarzeniach po serialu. Jednak kiepskie przyjęcie pierwszego filmu sprawiło, że Lynch porzucił plany. I jest to wielka strata dla kinematografii, ponieważ ta historia już nigdy się nie skończy, a nieskończone historie nie są fajne.

wtorek, 13 listopada 2012, gumpiarz99

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: